OGAR 200

 

Szalony motocyklista

 INNE

  Dział będzie zawierał opisy moich wywrotek i wypadków na jednośladzie - powstał on po to, żeby przestrzec wszystkich przed bezmyślną jazdą. Zdecydowana większość wywrotek i dzwonów jest spowodowana głupotą, lekkomyślnością i brakiem wyobraźni kierującego. Pozostałe wypadki to skutek fatalnych nawierzchni i siakieś zdarzenia losowe, np. kiep wymusza pierwszeństwo katamaranem - lecz takie sytuacje ciężko przewidzieć i w niewielkim stopniu można im zapobiec.
"Przecież nic mi się nie stanie, umiem jeździć na motorku" - tak mówią wszyscy którzy przejechali się kawałek i myślą że są szpecami w jeździe. Żeby z czystym sumieniem powiedzieć "tak, umiem dobrze jeździć Ogarem" trzeba przejechać co najmniej kilka, a nawet kilkanaście tysięcy kilometrów. "Dobra jazda" to nie tylko nauczenie się odpowiedniego puszczania sprzęgła czy zmieniania biegów - to także nauczenie się przewidywania potencjalnych zagrożeń na drodze, wyrobienie sobie tzw. szóstego zmysłu i umiejętność jazdy w każdych warunkach, a o prawidłowej interpretacji znaków już nie wspominam.... Nawet ja nie mogę powiedzieć że umiem jeździć jak zawodowiec, mimo tego że (będę skromny :] ) już niewiele mi do niego brakuje. Jak mówi pewne przysłowie : "motocykliści dzielą się na dwie grupy - na tych którzy leżeli i którzy będą leżeć". Trzeba jednak zadbać żeby ta gleba nie była spowodowana przez głupotę, bo temu można łatwo zapobiec - trzeba tylko chcieć....
Ja bez bicia przyznaję się że wszystkim moim dzwonom winna była brawura i lekkomyślność. Każdemu można było zapobiec, lecz niestety emocje i niewyżycie wzięły prym nad rozumem. Dzisiaj noszę znamiona każdego wypadku : bolące i dość mocno poobdzierane lewe kolano, obdarty lewy bark, lekka blizna na prawym kolanie, i co najgorsze - blizna na brodzie :(:( a mogłoby tego nie być....
     Pierwszy mój dzwon był tylko i wyłącznie przez głupotę, brawurę i niewyżycie - wziąłem od kumpla jego Hondę Montessę 80 i ścigałem dwóch kolesi którzy spierdalali na moim kochanym Ogierze. Jadąc troszkę ponad 60 km/h zacząłem dość szybko zbliżać się do zakrętu w lewo i krawężnika, więc odruchowo nacisnąłem przedni hamulec. Droga była zasyfiona piaskiem, więc co się potem stało pewnie wszyscy już wiedzą - koło chyba się nawet zablokowało, a ja razem z motorem zaliczyliśmy długiego ślizga po asfalcie. Skutek? Mocno zdarte lewe kolano i trochę ręce... Motor - wgniecenie na baku, rozwalony przód i ogólne zarysowania. Gdybym jechał wolniej, na pewno by do tego nie doszło i nie byłoby tego tekstu. Jednak rzeczywistość jest taka, że mam niemiłe wspomnienia i świadomość że kiedyś zraniłem motor mojego kumpla :( no i oczywiście kolano, które ciągle mnie napierdala.... Chociaż trochę szczęścia też miałem, bo jechałem bez kasku i mogło się skończyć na poważniejszych obrażeniach zarówno ciała jak i motocykla. Kumpel naprawił motor, a ja przez bodajże 3 tygodnie chodziłem jak kaleka...
     Druga wywrotka była w zasadzie niegroźna. Jechałem ok. 25-30 km/h, wchodziłem w zakręt gdzie asfalt przechodził w tzw. żużel i po prostu koło wpadło w poślizg - a ja razem z motorkiem na glebie. Nic zasadniczo się nie stało, poza tym że nieco wygiął się prawy podnóżek kierowcy. Również i temu dzwonkowi mogłem zapobiec, wystarczyło jechać wolniej i nie składać się tak na niepewnym podłożu w zakręt ;)
     Trzeci wypadek to skutek mojej lekkomyślności i głupoty. W wakacje 2005 chciałem poświrować trochę na motorku, a że byłem na działce to udałem się na pobliską, mało ruchliwą drogę. Jechałem ok 45km/h i zamierzałem stanąć obiema nogami na siedzeniu, więc postawiłem na nim najpierw jedną a potem drugą nogę. Już wtedy motorkiem zaczęło rzucać a ja jeszcze puściłem do tego kierownicę!! Momentalnie motorek przechylił się na prawą stronę i wylądował w przydrożnej trawie a ja dosłownie leciałem kawałek w powietrzu i spadłem na asfalt, sunąc na nim jak po lodzie. Skutków nie trudno się domyśleć... Znowu oberwało kolano (na szczęście lekko i tym razem prawe), pokaźnie zdarłem lewy bark, a że jechałem bez kasku to zrobiła mi się dziura w brodzie :( była dość duża i głęboka więc pojechałem do szpitala i zszyli mi ją... Motorek mocno nie ucierpiał (pancerna bryka :D ), ale wykrzywiła się kierownica i rozwaliłem tylny prawy kierunek - kierę naprostowałem o pobliski znak drogowy, a koszt naprawy kierunkowskazu wyniósł ok 30 zł. Dosłownie kretyński wyczyn... nigdy nie róbcie tego Ogarami!!

 

 

Wielki Brat czuwa - Twoje IP to 857.225.18.20.  Kopiowanie ZABRONIONE!!!